niedziela, 15 marca 2026

Wszystko zaczęło się, gdy... cóż, sama dokładnie nie wiem gdzie to się zaczęło. Nie wiem, co powinnam napisać tuż na wstępie. Może po protu zacznę od końca, powoli cofając się w przeszłość, zgłębiając każdy, najciemniejszy skrawek mojej przeszłości.
Nie chcę kryć niczego, pragnę wyzwolenia, upustu emocji, które gnieździły się we mnie zdecydowanie za długo.
Przepraszam, za każdą z głupot, które tu opiszę, przepraszam, za mieszanie wydarzeń i za mylną chronologię.

Jestem tu, o godzinie trzeciej trzydzieści dziewięć, tuż nad ranem. Nie jestem pewna, czy w ogóle powinnam to zaczynać. Mam dość mieszane uczucia. Teraz, nie czuję niczego, oprócz niepokoju.
No tak, konkrety... Ten dzień nie był najlepszym dniem, mimo iż zapowiadał się nadto wspaniale. Po przebudzeniu się, o około dwunastej godzinie, jeszcze chwilę poleżałam, od razu również, zabrałam się za czytanie, jeśli pamięć mnie nie myli. Po rzeczowym telefonie od mamy, wściekłam się... cóż, właściwie, złość ogarnęła mnie już kiedy usłyszałam dźwięk dzwonka... Więc, ubrałam się i zgodnie ze wskazówkami mamy, poszłam do babci, tam czekając na Pana Adama. No nic, nie wydarzyło się tam nic ciekawego, prócz tego, że i on, jak zupełnie wszyscy inni doczepił się do kolczyka w moim nosie.
Po powrocie do domu, chyba wróciłam do czytania, ta książka wciągnęła mnie, przeczytałam dwie opowieści robiąc sobie przerwę na posiłek, w międzyczasie uruchamiając laptopa.